Któż z nas nie pamięta tej piosenki. Ileż to razy śpiewaliśmy ją przy ognisku. I zawsze patrzeliśmy w oczy tej jedynej… A czy z wzajemnością, to zupełnie inna sprawa.

Ten białostocki piosenkarz nieoczekiwanie z ulicy przeszedł do historii muzyki popularnej. Gdy wyszedł z wojska, to poszedł nagrać swoje dwie piosenki w prymitywnym studio białostockiego „króla” pocztówek dźwiękowych. Ten nieuczciwy, jak to wówczas mówiono „prywaciarz” poznał się na talencie Janusza Laskowskiego. Wysłał za Ocean niewyobrażalną ilość pocztówek z jego piosenkami i zbił na tym majątek. Artysta został w bezprecedensowy sposób okradziony. Jednak później zauważono jego talent w Polsce. A było to trzy mile świetlne przed pojawieniem się disco polo. Janusz Laskowski zaśpiewał w 1977 roku w Opolu swoją kolejną piosenkę „Kolorowe jarmarki”.

Janusz Laskowski nadal mieszka w Białymstoku i działa charytatywnie. Wspiera instytucje związane z Kościołem katolickim. Jest częstym gościem koncertów i uroczystości religijnych.

Źródło: www.brawosenior.pl