Fragmenty publikacji „Fraszki i anegdoty wydumane i wyszperane”  autorstwa Jan Ślężyńskiego, wydane w Katowicach 2015

 

Obrona doktorantki
Odbywa się publiczna obrona doktorska. Zgodnie z procedurą najpierw promotor przedstawia sylwetkę doktorantki. Następnie doktorantka prezentuje własną dysertację z barwnymi ilustracjami. Potem opinie wygłaszają recenzenci, które zawierają także akcenty krytyczne. Z kolei doktorantka odpowiada na uwagi recenzentów, co oczywiście zostało wcześniej skonsultowane z promotorem. Ale teraz musi samodzielnie odpowiadać na kłopotliwe niekiedy pytania ze strony publiczności. Kiedy publiczna obrona zbliżała się ku końcowi (jeszcze przed niejawnym posiedzeniem komisji doktorskiej, która dokonuje oceny jej przebiegu) doktorantka podchodzi do promotora i nieśmiało, „z duszą na ramieniu” pyta.
– Chyba się jakoś obroniłam?
– Wiesz, jak moje życiowe doświadczenie uczy – odpowiada promotor – to dotąd jeszcze żadna się nie obroniła!

Pechowi studenci
Trzech studentów niespodziewanie zatrzasnęło się w windzie. Okazało się, że jeden studiuje na politechnice, drugi w uczelni ekonomicznej, a trzeci jest studentem AWF.
– Musimy się jakoś z tej matni wydostać – mówią zgodnie.
Najpierw student z „ekonomika” próbuje jednym barkiem, drugim barkiem, bezskutecznie. Wobec tego student z „polibudy” wali z całej siły we drzwi biodrami, bez rezultatu. Wreszcie student AWF rozmachnąwszy się uderza głową i drzwi się otworzyły.
– Panowie, nie wystarczy mieć tylko silne bicepsy, trzeba – uderzając się dłonią w czoło – mieć też silną głowę.

Maksymalne zagrożenie
Pewien nauczyciel akademicki prowadzi zajęcia dydaktyczne z męską grupą i zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią pyta studenta z pewnej partii materiału. Student zamiast rzetelnych wiadomości opowiada androny. Wobec tego nauczyciel ucieka się do maksymalnego ostrzeżenia.
– Jeżeli jeszcze raz tak się skompromitujesz, nie tylko przede mną, ale wobec swoich kolegów, to pamiętaj, tracisz co najmniej główkę!
Na drugi raz odpowiadał „jak z nut”.

Aktywni rodzice i potomstwo
Pewien leciwy instruktor narciarstwa zjazdowego, który w wieku 70 lat ustanowił Rekord Guinnessa w wielokrotnym stawaniu na rękach, jest proszony przez swoją 12-osobową grupę studentów, przebywających właśnie w górach na programowym obozie zimowym, o wykonanie tyle stójek, ile jest ich w grupie.
– Nie ma sprawy – odpowiada instruktor.
Zebrało się więc liczne towarzystwo studentów i kadry obozu w pomieszczeniu klubowym schroniska, aby podziwiać finezyjne stójki na rękach. Po wykonaniu 12 stójek na rękach rozległy się rzęsiste oklaski. Instruktor rozluźnił się trochę i wykonał dalszych 12 stójek, po chwili jeszcze 12 stójek. W tym momencie pyta studentów.
– Proszę odgadnąć dlaczego wykonałem dodatkowo dwa razy po 12 stójek na rękach?
– Nie wiemy, proszę nam powiedzieć.
– Dobrze, powiem pod warunkiem, że tę informację przekażecie komu należy. Te dodatkowe stójki są dedykowane waszym rodzicom, że wasi rodzice nie byli leniwi, bo gdyby byli leniwi, to was by w ogóle na świecie nie było!

Egzamin i cytryna
Na ostatnim wykładzie przed oczekującym egzaminem studenci pytają.
– Jak pan profesor potraktuje nas na tym egzaminie?
– Jak to jak, normalnie, jak cytrynę!

Kochanie po studencku
Jak kocha student, a jak studentka? Student kocha za-żarcie, a studentka za-wzięcie.

Dziekanki
Chwycili policjanci gościa na ulicy nocną porą i zaprowadzili na komisariat. Po wylegitymowaniu w komisariacie okazało się, że delikwent jest studentem. Dyżurny komisariatu pyta.
– Jak tam u was studenty?
– Panie „władzo”, różnie bywa, już trzy „dziekanki” zaliczyłem.
– Mnie wasze życie intymne w ogóle nie obchodzi – odpowiada policjant.

Ręce i nogi
Pewien absolwent uczelni wyższej ożenił się z asystentką – pupilką profesora. Jako owoc miłości pojawił się ukochany synek. Kiedy malec miał 6 miesięcy absolwent uszczęśliwiony przyjechał do uczelni, aby się pochwalić udanym potomkiem, a przede wszystkim pokazać go zacnemu profesorowi. Profesor spojrzał na urokliwego bobaska i skonstatował.
– No, wreszcie udało się panu zrobić coś, co ma ręce i nogi!

ZOO i małpka
W pewnym ogrodzie zoologicznym była szczególnie sympatyczna, figlarna małpka, która zwabiała liczną publikę, zarówno dzieci, jak i dorosłych. Pewnego razu zachorowała i padła. Publiczność stopniała, kasa pusta, personel rozgoryczony, dyrektor zmartwiony. Zaczęli jednak „główkować” i wymyślili rozwiązanie. Udali się do rektora uczelni sportowej.
– Panie rektorze – powiada dyrektor ZOO – mamy taką prośbę, aby na polecenie pana rektora została wybrana zgrabna, filigranowa studentka, najlepiej akrobatka. My ją ubierzemy w skórkę małpią i po odpowiednich ćwiczeniach na zapleczu może uda się zastąpić naturalną małpkę. Studentka otrzyma oczywiście odpowiednie honorarium, a uczelnia uratuje naszą reputację.
Po jakimś czasie przebrana za małpkę studentka znalazła się w klatce, ludzie zaczęli ponownie podziwiać jej figlarne sztuczki, personel zadowolony, dyrektor rozpromieniony. Ale pewnego świątecznego dnia w samo południe owa nienaturalna małpka skacząc po drzewie nie zdołała się chwycić kolejnej gałęzi i wypadła do sąsiedniej klatki wprost pod łapy lwa. Przerażona zaczyna piszczeć dziwacznym głosem. Ludzie patrzą z niepokojem. W tym momencie lew oznajmia dyskretnie małpce.
– Koleżanko, proszę się nie obawiać, ja jestem z „polibudy”.

Blondyna i prysznic
Co to jest, blondyna pod prysznicem? Czysta głupota.

Góralska filozofia
Siedzi góral na ganku, sąsiedzi go pytają.
– Gazdo, co robicie?
– A tak sobie siedza i myśla.
– A jak nie myślicie, to co robicie?
– A to ino sobie siedza.

Wypadek w górach i baca
Zdarzył się wypadek samochodowy w terenie górzystym. Ofiarę wypadku zabrało pogotowie ratunkowe, wrak samochodu wywiozła pomoc drogowa. Pozostało jednak dwóch ekspertów, aby sporządzić dokładny protokół, naszkicować i opisać miejsce zdarzenia. Dochodzą jednak do przekonania, że pożądany byłby świadek tej kolizji. Patrzą, a powyżej baca pasie owce, więc powinien ten wypadek widzieć. Podchodzą i pytają.
– Baco, widzieliście ten straszny wypadek samochodowy, co to miał miejsce na drodze?
– A dyć widziałem.
– To bardzo dobrze! Bardzo prosimy, abyście nam dokładnie opowiedzieli, obrazowo opisali jak do tej kolizji doszło, bo my musimy sporządzić szczegółowy protokół, z wszystkimi możliwymi detalami.
– A widzicie panocku to grube drzewo przy drodze?
– No, widzę.
– A on nie widział.

Baba i pies
Rozmawiają dwaj górale.
– Powiedzcie gazdo, jaka jest różnica między babą a psem?
– Nie wiem.
– Zasadnicza, wicie, zasadnicza. Bo pies łasi się do swojego, a warczy na obcego, zaś baba łasi się do obcego, a warczy na swojego.

Zapraszamy do lektury